Cały czas się o coś spieramy, wykłócamy, atakujemy i uciekamy. Ten blog będzie o konkretnych umiejętnościach, dzięki którym można się dogadać - jak ktoś ładnie powiedział - "łagodnie, stanowczo i bez lęku". Ten blog jest nie dla tych co chcą tylko czytać, ale dla tych którzy chcą ćwiczyć i poznać tajniki komunikowania się z innymi ludźmi ;-)
Blog > Komentarze do wpisu
Szekspir na Mokotowie
Witam :-)

Pasiwo, oczywiście masz rację. Na poziomie psychologicznym wszyscy mamy podobne potrzeby (wymieniałem je w jednym z początkowych postów, ale nigdy dość powtarzania tych akurat informacji). Chcemy być:

- dostrzeżeni
- wysłuchani
- zrozumiani
- docenieni.

A gdyby jednak drążyć głębiej? Co na poziomie egzytencjalnym?

Mieszkam na Mokotowie. Kiedyś była to dzielnica inteligencka, teraz wiele mieszkań wynajmuje tu blockerska młodzież. Dochodzi do zabawnych sytuacji.

W bloku obok mieszka pewien doktor filozofii, z którym grywam w szachy. Mamy taką umowę, że jak przegrywa partię (a zawsze ze mną przegrywa) mogę mu zadać pytanie pytanie dotyczące jakiegoś problemu filozoficznego. Mogę zadać tyle pytań ile zechcę, a doktor musi odpowiadać tak długo, aż ja poczuję się usatysfakcjonowany. Wczoraj wieczorem znów spotkalismy się i zadałem doktorowi pytanie jak w poprzednim poście. I doszło do dziwnego zbiegu okoliczności.

Doktor mieszka na dziewiątym pietrze, a trzy piętra niżej, dokładnie pod jego mieszkaniem mieszka młoda prostytutka. Jest to doprawdy kurwiszcze, myślę, że pracuje w jakiejś agencji towarzyskiej. Jest wulgarna, opryskliwa, próżna i głupia do nieprzytomności. Właśnie do niej zajechała wczoraj taksówką marki Dacia trójka kawalerów.

Jeden z nich sie wyróżniał tym, że ubrany był w krwawoczerwony dres z napisem Polska i był już dość pijany. Ten nasz rodzimy Romeo stanął pod balkonem na parterze (do bloku wejść nie można jeśli nie ma się klucza lub ktoś nas nie wpuści) i zaczął tak krzyczeć do swej Julii:

- Zejdź k...wo! Zejdź ku....o na dół, ale to już!

Ona otwarła balkon (dlaczego????) i zaczęła się rozmowa:

- Nie zejdę, spie.....laj!

I tak w tym guście przez nastepne pół godziny, głośno, bez skrępowania, "na uszach" całego osiedla. Doktorowi odebrało głos. No bo dlaczego tych dwoje ze sobą rozmawiało???

Co się stało następnie napiszę jak zwykle w kolejnym poście.

Pozdrawiam!
środa, 02 listopada 2005, trener66
Komentarze
2005/11/02 22:20:45
A może z dobroci serca powinieneś Doktorowi raz pozwolić wygrać partyjkę;)
Opisana "rozmowa" była "na poziomie".
-
2005/11/05 05:39:28
W opisanych na samym początku potrzebach zabrakło jednej ale dla mnie bardzo ważnej - bycia KOMUŚ potrzebnym.
Pozdrawiam ;)